Drugie podejście do wdrożenia unijnej dyrektywy o jakości wody

Sejm przyjął poselski projekt nowelizacji ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków, m.in. transponujący do polskiego prawa unijną dyrektywę o jakości wody. To już drugie podejście do uchwalenia ustawy po zeszłorocznym prezydenckim wecie. Kto będzie miał z nią największy kłopot i czego ustawa nie zapewnia, tłumaczy doradczyni ds. bezpieczeństwa i jakości wody Barbara Mulik.
Procedowany jest poselski projekt zmiany ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków oraz niektórych innych ustaw. 27 lutego w ramach posiedzenia Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej odbyło się jego pierwsze czytanie. W prace nad nowelizacją zaangażowana była zarówno strona rządowa, jak i samorządowa.
− Osiągnęliśmy kompromis, projekt jest konsensusem, którego, mam nadzieję, prezydent już nie zawetuje. Zarzucał ustawie nadregulację oraz obciążenie samorządów i przedsiębiorstw wodociągowych nowymi obowiązkami bez przyznania na to środków finansowych. Te przeszkody zostały usunięte − zapewniał podczas posiedzenia Komisji Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.
W pracach nad kształtem poselskiej ustawy aktywnie uczestniczyła również Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie”, która wnioskowała o zmiany niektórych zapisów, m.in. tego mówiącego, że dostawca wody dokonuje oceny ryzyka w obszarze zasilania ujęcia wody wykorzystywanego do poboru wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Argumentowała, że w dyrektywie 2020/2184 ocenę ryzyka w obszarach zasilania przewidziano jako zadanie właściwych organów państwowych, a nie przedsiębiorstw wodociągowych. Przypisanie tego obowiązku dostawcy wody jest zatarciem granic kompetencyjnych i błędem transpozycji, bo w Polsce organem właściwym ds. gospodarki wodnej jest PGW Wody Polskie.
Niestety w procedowanym projekcie zapis ten widnieje w niezmienionej formie. Ze wszystkimi uwagami Izby zapoznasz się tutaj. Tu natomiast jest dostępny poselski projekt nowelizacji ustawy.
Ustawa z poparciem Komisji i Sejmu
Sprawozdanie Komisji o poselskim projekcie ustawy zaprezentowano na posiedzeniu Sejmu 11 marca.
− W poprawionym projekcie ograniczono zakres obowiązków nakładanych na właścicieli i zarządców budynków oraz w pewnym stopniu doprecyzowano kompetencje organów państwa. Niestety nadal zawiera on rozwiązania, które wykraczają poza wymagania dyrektywy unijnej. Mamy tu do czynienia z klasycznym zjawiskiem nadregulacji, sytuacją, w której implementując przepisy europejskie, dokładamy do nich dodatkowe obowiązki, biurokrację i koszty, których prawo unijne wcale nie wymaga. W praktyce oznacza to m.in. rozbudowany system raportowania i sprawozdawczości, przerzucenie części obowiązków państwa na przedsiębiorstwa wodociągowe, dodatkowe wymagania organizacyjne i monitoringowe − wyliczał poseł Marek Wesoły z PiS podczas obrad Sejmu.
13 marca Sejm uchwalił nowelizację. Trafiła już ona do Senatu i Prezydenta RP.
− Ostateczny termin wejścia w życie planowanych rozwiązań uzależniony będzie od przebiegu procesu legislacyjnego, w tym od zakresu zgłaszanych uwag oraz ewentualnych poprawek wprowadzanych na kolejnych etapach prac − informuje Anna Szumańska, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Infrastruktury.
System wsparcia edukacyjnego potrzebny od zaraz
A jaki wpływ ma obecna sytuacja na bezpieczeństwo zaopatrzenia w wodę? Tłumaczy Barbara Mulik, doradczyni ds. bezpieczeństwa i jakości wody.
− Duże przedsiębiorstwa wodociągowe, zaopatrujące ok. 1/3 Polaków, nie powinny mieć problemu. Z reguły mają już i wdrażają Plany Bezpieczeństwa Wody, szeroko korzystają ze środków unijnych, poprawiając swoją infrastrukturę. W gorszej sytuacji są średni, a zwłaszcza mali dostawcy, szczególnie ci, którzy zlekceważyli samą dyrektywę, nie zapoznając się z nią i czekając na ustawę. Z pewnością będą mieli zbyt wiele obowiązków, które będą musieli wdrażać jednocześnie − wskazuje ekspertka.
Zdaniem Barbary Mulik najważniejsze jest jak najszybsze budowanie całego systemu wsparcia edukacyjnego.
− Całe społeczeństwo, także konsumenci, powinno mieć pełną i poprawną wiedzę na temat identyfikacji i pochodzenia zagrożeń pojawiających się w wodzie, o ryzyku z nimi związanym i potencjalnym niebezpieczeństwie dla zdrowia oraz sposobach ograniczania tego ryzyka. Podstawą w zapewnieniu bezpieczeństwa wody jest poprawna eksploatacja systemu zaopatrzenia w wodę, a w szczególności wewnętrznego systemu wodociągowego − instalacji, bowiem to właśnie one są główną przyczyną niezgodności z wymogami jakości wody − wyjaśnia.
Dlaczego nie korzystamy z międzynarodowych doświadczeń?
Ekspertka podkreśla, że mamy jeszcze sporo do zrobienia w zakresie poprawy jakości wody, co potwierdza poniższa mapka.
− Najciemniejszym kolorem oznaczone są kraje, w których jakość wody jest najlepsza. Nie może dziwić fakt, że są to Kanada, Australia, Niemcy czy Finlandia, gdzie Plany Bezpieczeństwa Wody funkcjonują od lat. Istnieje tam nie tylko dobre prawodawstwo, ale także ogromne wsparcie merytoryczne w postaci wydawanych przez organy rządowe wytycznych, poradników, przewodników, portali internetowych poświęconych bezpieczeństwu wody. Aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach, przy tak łatwo dostępnych materiałach wskazujących najlepsze międzynarodowe standardy i praktyki, polskie władze, a w szczególności Państwowa inspekcja Sanitarna, uważają, że najważniejsze jest dostarczanie najróżniejszych dokumentów i sprawozdań oraz karanie za brak realizacji tych obowiązków, a nie skuteczne, oparte na międzynarodowych doświadczeniach zarządzanie bezpieczeństwem wody pitnej − podsumowuje Barbara Mulik.
Przypomnijmy
We wrześniu 2025 r. parlament uchwalił nowelizację ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, której celem była transpozycja do polskiego porządku prawnego dyrektywy 2020/2184 z 16 grudnia 2020 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Ustawa przewidywała też m.in. nałożenie nowych obowiązków na przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, jak ocena ryzyka dla ujęć wody i systemów zaopatrzenia, rozszerzony monitoring jakości wody czy obowiązek przekazywania odbiorcom informacji o zużyciu, cenie i jakości wody. Nowelizacja dotyczyła również właścicieli i zarządców nieruchomości, którzy mieliby obowiązek wykonywać oceny ryzyka w wewnętrznych systemach wodociągowych.
W listopadzie ustawę zawetował jednak prezydent Karol Nawrocki, zarzucając jej:
- nadregulację wykraczającą poza dyrektywę UE − nałożenie dodatkowych obowiązków na wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie i samorządy,
- generowanie wysokich kosztów dla samorządów i przedsiębiorstw wodociągowych, m.in. modernizacji sieci wodociągowych i stacji uzdatniania czy doposażenia laboratoriów w aparaturę do badań, np. PFAS, mikroplastiku czy mikrocystyn,
- tworzenie ryzyka wzrostu cen wody i ścieków − koszty reformy mogłyby podnieść taryfy,
- zbyt krótkie vacatio legis, czyli czas na wejście zapisów ustawy w życie.
Wątpliwości branży
Projektowana nowelizacja miała również znaczenie dla laboratoriów badających wodę. Implementacja przepisów unijnej dyrektywy wiązałaby się z rozszerzeniem zakresu monitoringu, w tym analiz nowych zanieczyszczeń chemicznych. W praktyce mogłoby to oznaczać konieczność wdrażania nowych metod oznaczania substancji takich jak PFAS czy mikrocystyny oraz zwiększenie liczby badań wykonywanych dla przedsiębiorstw wodociągowych.
Także branża wodociągowa podkreślała, że projekt mógłby w praktyce oznaczać znaczące wydatki inwestycyjne, w tym modernizację sieci, stacji uzdatniania wody oraz laboratoriów, a także zwiększoną sprawozdawczość i monitoring nowych parametrów chemicznych i biologicznych. Firmy obawiały się, że bez dodatkowego finansowania koszty te mogłyby zostać przerzucone na taryfy, zwiększając wydatki gospodarstw domowych.
O wątpliwościach ekspertów do przepisów ustawy przeczytasz tutaj i tu. Sporo miejsca poświęciliśmy temu tematowi podczas panelu dyskusyjnego w ramach VIII Konferencji „Badania jakości wód i ścieków”, którą w październiku laboratorium360.pl zorganizowało w Szczyrku. Jego zapis obejrzysz tutaj.


