Sławni, bo znani? - Laboratorium360
Reklama

Wyszukaj w serwisie

Sławni, bo znani?

lab-slawni-bo-znani
fot. arch. autora

W ostatnim czasie pojawiają się informacje o wspaniałych, błyskotliwych młodych talentach, czyli osobach, które jeszcze niczego nie dokonały, a już stały się celebrytami.

Popularyzujmy. Walczmy o odbiorców informacji o nauce. Popatrzmy, jak to robią inni, ale…

Czasem zazdrościmy influencerom i wszelkim gwiazdom tak zwanych mediów społecznościowych. Jak oni to robią, że nie mając większych osiągnięć, stają się popularni, sławni i bogaci? Niektórzy mówią o nich nieco złośliwie „sławni z tego, że znani”. Warto podglądać ich metody pracy i do tego zachęcam od dawna.

Niestety, poza światem mody i mediów społecznościowych samo dbanie o popularność czy posty na Facebooku nie wystarczają. Naukowiec może stać się celebrytą, ale celebryta rzadko staje się naukowcem. A może nigdy. Podobnie jest w innych branżach.

Pewnie niektórzy pamiętają, że Wolfgang Amadeus Mozart pierwszy koncert dał w wieku 6 lat. Fryderyk Chopin również jako dziecko (8 lat) wystąpił przed publicznością. W jeszcze młodszym wieku (5 lat, choć w innych źródłach 8 lat) rozpoczął karierę polski pianista Józef Kazimierz Hofman. Najlepszy pianista XX w. (taki miał oficjalny tytuł). Publiczność była pełna podziwu dla ich talentu. Oni i im podobni muzycy byli prawdziwymi gwiazdami, ale przede wszystkim znakomitymi wirtuozami i kompozytorami. Tu nie było wątpliwości.

W historii zdarzali się także wybitni uczeni, którzy w bardzo młodym wieku kończyli uczelnie, zdobywali doktoraty i rozwiązywali ważne problemy – młodzi geniusze. Spośród polskich inżynierów można wymienić Ignacego Domeykę (w wieku 14 lat rozpoczął studia na uniwersytecie) lub tych, którzy bez ukończenia studiów zdobyli sławę (Stefan Banach, Jan Czochralski). Ale najpierw mieli sukcesy, a potem zyskali uznanie (byli celebrytami?).

Niestety, w ostatnim czasie pojawiają się informacje o wspaniałych, błyskotliwych młodych talentach, czyli osobach, które jeszcze niczego nie dokonały, a już stały się celebrytami. Rodzina wspiera, a nawet promuje osobę, która potrafi postawić ciekawy problem lub ma znakomity pomysł. Jest błyskotliwa. Jak jednak wiadomo, pomysł lub postawienie problemu jest dopiero początkiem. Potem powinien następować ciąg dalszy, czyli próba rozwiązania owego problemu lub realizacji pomysłu. W znanych przypadkach zamiast ciężkiej pracy mamy lansowanie osoby. Sypią się nagrody i wyróżnienia. Młoda osoba udziela wywiadów w radiu lub telewizji i bierze udział w sesjach zdjęciowych.

To bardzo dobrze, że rodzina i otoczenie zachęcają młodego człowieka, ułatwiają mu życie, promują. Czasem może jednak warto sprawdzić prawdziwe efekty pracy. Czy świat nauki uznał te osiągnięcia? Czy ukazały się publikacje? Jakie i gdzie? Jak się mają do światowego stanu nauki?

Samo naśladowanie metod stosowanych przez celebrytów i wszelkiej maści influencerów nie zastąpi sprawdzalnych wyników. Jeśli ich nie będzie, już wkrótce nastąpi przykre przebudzenie. Koledzy nie darują przedwczesnej „hura promocji”. Otoczenie będzie szczególnie uważnie patrzyło na ręce, a zawiedzeni fani oraz przełożeni odwrócą się bardzo szybko. Życie młodego człowieka może się stać nieznośne. I co wtedy?

Mądra, dobra promocja to skarb. Warto korzystać ze środków wyrazu wypracowanych przez innych. Także przez celebrytów. Nie ma sensu „stanie w kącie”, jeśli osiągnięty wynik jest naprawdę ważny. Trzeba się chwalić, jeśli jest się czym chwalić. Zaniechanie promocji to czysta strata. Dla osoby zainteresowanej i dla całego społeczeństwa. Warto o tym pamiętać.

Niemniej, czasami warto zachować umiar. Promocja powinna być proporcjonalna do osiągniętych wyników. Tylko tyle.

Wiktor Niedzicki
facebook.com/niedzicki

Czytaj także: Chcą czy nie chcą nauki?

Poznaj nasze serwisy